poniedziałek, 22 lipca 2013

Miłosne przysięgi

Tam, tam, tadamm....tam tam tadamm...   Dźwięki słynnego marsza Mendelssohna byłyby znakomitym akompaniamentem do tej książki, albowiem jej tematyka krąży wokół spraw weselnych.
 
Parker Brown, mieszkająca w odziedziczonej po tragicznie zmarłych rodzicach pięknej posiadłości, wraz z przyjaciółkami zakłada "Przysięgi" - firmę organizującą śluby i inne uroczystości. Każda z kobiet zajmuje się inną branżą: Mac (Mackensie) jest niezrównaną fotografką, Emma - wspaniałą florystką, a za torty i desery Laurel niejeden dałby się pokroić. Parker - wiodąca bohaterka tej części - odpowiada za całość od strony organizacyjnej, jest "wielozadaniowa", ambitna, perfekcyjna i niezawodna. Potrafi zachować zimną krew, nawet gdy o piątej rano budzi ją telefon od rozhisteryzowanej panny młodej, umie rozwiązać każdy konflikt i dba o najmniejszy szczegół. Ba, nawet podczas ceremonii i przyjęcia ma przy sobie "niezbędnik" z rzeczami typu agrafka, igła z nitką, czy taśma klejąca.W natłoku zajęć codziennie znajduje czas na ćwiczenia na siłowni.
Czy jednak jest coś, a raczej ktoś, kto sprawi, że idealnie poukładany świat panny Brown zatrzęsie się w posadach? Przecież  to byłoby bez sensu, gdyby nikt taki się nie zjawił. Oczywiście, że się pojawił, tylko nie był to rycerz na białym koniu, a czarnowłosy mechanik samochodowy na motocyklu., typ obok którego obojętnie przejść nie można: "Jego dżinsy były podarte na kolanach i poplamione olejem na udach. Czarna koszula  i rozpięta kurtka dopełniały wyglądu seksownego niegrzecznego chłopca, który nie zawsze chadza prostymi drogami." (s. 33)
Parker Brown i Malcolm Kavanaugh  - to zestawienie to mieszanka wybuchowa, daleko im do słodkiej pary gołąbków, żadne z nich nie odda pola drugiemu. Na ewentualną możliwość ich związku kładą cień trudne przeżycia z przeszłości, oboje są zamknięci w sobie, nieufni. Cóż, może kuchnia pani Grady ( świetnie gotującej gosposi) stanie się przestrzenią, w której bohaterowie ogłoszą pakt o nieagresji...a może ambaras przy kolejnym organizowanym ślubie, paradoksalnie okaże się pomocny....
 
Mac, Emma, Parker i Laurel są jak cztery muszkieterki albo jak jeden mąż - wyjątkowo zżyte ze sobą,  zgrane, wspierające się nawzajem. Dzięki przyjaźni i ogromnemu zaangażowaniu  ich firma rozwija skrzydła. One same też jak na skrzydłach mkną do ołtarza. Ich partnerzy również tworzą zgraną paczkę kumpli, jeden z nich - Del - to brat Parker. Punktem kulminacyjnym powieści jest ślub rudowłosej Mac. Wydarzy się tam jednak o wiele więcej, biorąc pod uwagę główny wątek dotyczący Parker.

W tej książce znalazłam wszystko to, co lubię w twórczości Nory Roberts: dużo fajnych, barwnych postaci (oprócz wymienionych dziewczyn i ich partnerów sympatię wzbudzają pani Grady i Kay - matka Mala), ciekawe tło ( praca "weddingplanerek" i związane z tym perypetie),  dużo dialogów, cięty język- riposty bohaterów, zarysowanie innych wątków ( np. dzieciństwo i życie Malcolma, historia z matką Mac, opowieść o pani G., trauma wypadku), czyli cała warstwa obyczajowa, która dla mnie ważniejsza jest od wątku romansowego, będącego osią powieści tego typu. Walorem są również  opisy bajecznych dekoracji kwiatowych, tortów, sukien ślubnych. Może nie są jakieś kunsztowne literacko, ale przemawiające do wyobraźni.
 Była to bardzo przyjemna, relaksująca lektura. Nie muszę mówić, że z happy endem.
"Miłosne przysięgi" (tytuł oryg. "Happy Ever After") stanowią IV tom "Kwartetu weselnego", ale bez przeszkód można je czytać odrębnie. Każda bowiem część to opowieść o (głównie uczuciowych) perypetiach jednej z czterech przyjaciółek. Być może kiedyś poznam je wszystkie.

sobota, 1 czerwca 2013

Na zawsze razem .

Nora Roberts - autorka, której większości czytelników nie trzeba przedstawiać. Nawet jeśli nie czytałaś/ eś żadnej jej powieści to i tak pewnie nie raz gdzieś słyszałaś /eś to nazwisko. Amerykanka często nazywana jest królową romansu jednak pisze nie tyko historie miłosne, ale i sagi rodzinne. Tym razem powieściopisarska opowiada swoim czytelnikom o rodzinie Stanislaski . Książka " Na zawsze razem" zawiera w sobie dwie historie. Bohaterka pierwszej z nich zatytułowanej "Czekając na Nicka " jest młoda , i bardzo zdeterminowana autorka tekstów Federica Kimball-  Stanislaski . Dziewczyna od zawsze marzyła aby ten , którego kocha odwzajemnił jej uczucia, powiedział kilka miłych słów , pochwalił. Kobieta ma nadzieję , że teraz gdy rozpoczynają wspólną pracę nad musicalem ich relacje nieco się poprawią. Czy uda jej się osiągnąć cel ? Historia toczy się według znanego schematu. Najpierw wszystko idzie według planu a potem czytamy o pierwszych zgrzytach i kłótniach. Jaki będzie finał ? Chyba nietrudno się domyślić .
Plusem tej części powieści są ciekawe dialogi oraz motyw przewodni jakim jest  muzyka.

W drugim fragmencie recenzowanej dziś pozycji literackiej pisarka  opowiada czytelnikom o życiu siostry Federici . Kate bo tak ma na imię dziewczyna jest dwudziestopięcioletnią tancerką. Praktycznie całe swoje życie poświęciła na ćwiczenia i występy. Będąc dzieckiem chodziła do szkoły baletowej , spędzała wiele godzin sali prób trenując kolejne choreografie. Rodzice zawsze ją wspierali i choć wiedzieli , że będą tęsknić pozwolili córce opuścić rodzinne strony i rozpocząć karierę w Nowym Jorku. Dziewczyna występowała na scenach największych teatrów tak więc miała prawo czuć się spełniona zawodowo. W pewnym momencie postanowiła porzucić wielki świat i wrócić do domu aby założyć własną szkołę tańca. Chciała być bliżej rodziców i rodzeństwa a zarazem nadal robić to co kocha i umie najlepiej. Zaraz po powrocie postanawia znaleźć miejsce w, którym będzie uczyć innych. Wybór pada na stary , przypominający ruinę dom . Kobieta wierzy , że uda jej się go szybko wyremontować i urządzić w nim królestwo dla przyszłych tancerzy. Matka proponuje Katie aby zwróciła się o pomoc do sąsiada. Brody O, Connell przystaje na propozycję. Bohaterka " Pasji życia" zrobi wszystko aby zyskać sympatię mężczyzny. Natomiast on robi wszystko aby nie ulec urokowi dziewczyny. Jednak młoda tancerka tak łatwo się nie podda . Co będzie dalej ? Tego czytelnicy i czytelniczki dowiedzą już nie z mojej recenzji lecz z książki.

Powieści autorstwa Nory Roberts nie są zbyt ambitne ani oryginalne. To trzeba otwarcie przyznać. Cechuje je schematyczność , lekkość i przewidywalność. Ta pozycja literacka nie jest żadnym wyjątkiem a mimo to bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Takie książki jak ta śmiało można wpisać na listę " Szybko przeczytane i zapomniane". Każdy mól książkowy czasem potrzebuje lektury przy ,której nie będzie musiał zbytnio się skupiać ani dużo myśleć. Właśnie wtedy warto sięgnąć po "Na zawsze razem" . W chwili gdy szukamy chwili wytchnienia z książka w dłoni ten tytuł nada się idealnie. Polecam go wszystkim fanom Pani Nory - bo dostaną to czego oczekują . Spodoba się on również miłośnikom romansu . Śmiało można tę książkę zabrać ze sobą np na wakacje.

środa, 29 maja 2013

Czarne Wzgórza

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 496
Rok wydania: 2011

W malowniczej Dakocie Południowej, pośród gór i dzikich zwierząt, rozgrywa się akcja tej pięknej powieści. Wychowana na farmie Lil poznaje Coopa, nowojorskiego chłopca, będącego na wakacjach. Nigdy nie zapomną pierwszego uczucia, lecz gdy spotkają się po latach, będą już innymi ludźmi.
Lil, obrończyni zwierząt, prowadzi rezerwat. Coop, detektyw, wraca na farmę dziadków, by zacząć nowe życie. Oboje nie zamierzają ulegać dawnym sentymentom. Tymczasem w rezerwacie zaczynają dziać się dziwne rzeczy: po serii niewyjaśnionych zabójstw ktoś zaczyna prześladować Lil... Tylko Nora Roberts potrafi tak połączyć romantyczną opowieść o miłości z suspensem.


Bardzo lubię czytać literaturę typowo kobiecą, jednak nie przepadam za zbyt słodkimi romansami, które są lukrowane aż do obrzydzenia. Napisanie dobrego, wyważonego romansu, którego fabuły nie obrzydzi czytelnikowi zbytnie odrealnienie i przesłodzone, patetyczne dialogi wcale nie jest łatwym zadaniem. Nora Roberts jest mistrzynią w swym fachu, a stworzonych przez nią opowieści w żadnym razie nie mogę nazwać ckliwymi, ucukrzonymi romansidłami. Dzięki połączeniu romansu i sensacji oraz wpleceniu w powieści pewnej dozy wątków obyczajowych, utwory Roberts czyta się rewelacyjnie – nie należy jednak przesadzać z lekturą książek tej pani. Zbyt wiele utworów Nory na raz to dawka niewskazana i przesyt w tym wypadku jest uczuciem gwarantowanym.

Od mojego ostatniego spotkania z pisarstwem Roberts minęło sporo czasu. „Odtrułam” się po ostatnim lekkim rozczarowaniu, dałam sobie czas na odpoczęcie od autorki. Tym razem, zamiast zawodu, czekała mnie ogromna przyjemność. Sięgnęłam po „Czarne Wzgórza” – romans z akcją osadzoną w scenerii Dakoty Południowej.

Lil i Coop poznali się kiedy byli dziećmi. Ona wychowywała się na farmie. On był mieszczuchem z Nowego Jorku, którego rodzice wysłali do dziadków. Miedzy dziećmi wywiązała się przyjaźń, a kiedy bohaterowie spotkali się kilka lat później do głosu doszły mocniejsze uczucia. Los nie chciał jednak, żeby młodzi zostali razem. Lil nade wszystko pragnęła zająć się badaniem ogromnych kotów – pum, tygrysów, lwów. Dziewczyna marzyła o założeniu na ziemi przodków rezerwatu dla tych majestatycznych zwierząt, które fascynowały ją od dzieciństwa. Coop wrócił do Nowego Jorku, gdzie został policjantem.

Pierwsze uczucie nie wygrało w zderzeniu z twardą rzeczywistością. Lil i Coop rozstali się. Do ponownego spotkania dochodzi po dziesięciu latach. Niestety bohaterowie muszą poradzić sobie nie tylko z własnymi emocjami, ale również z nieuchwytnym mordercą, który wybrał  Lil na swój kolejny cel. Wątek sensacyjny, którym Roberts okrasiła fabułę swej powieść jest ciekawy i dodatkowo uatrakcyjnia czytelnikowi lekturę „Czarnych Wzgórz”.

Powieść Roberts to romans „na bogato”. Pisarka umiejscowiła akcję swego utworu w ciekawym miejscu, bohaterowie wykonują ciekawe i niebanalne zajęcia. Pisarka opisuje pracę w rezerwacie, opisuje jak wygląda opieka nad dzikimi kotami – już za to należy się jej ogromny plus. Większość autorek romansów pisze po prostu, że dana postać wykonuje taką, a taką pracę, brak natomiast szczegółów - Roberts pisze inaczej. Pisarka umiejscawia swych bohaterów w konkretnym środowisku, obdarza ich konkretnymi zadaniami i pokazuje, jak jej postacie funkcjonują w codziennym życiu – dzięki temu wykreowani przez nią bohaterowie wydają się nadzwyczaj realnymi ludźmi.

W powieści niezwykle podobała mi się kreacja postaci oraz sposób w jaki autorka rozwijała wątek miłosny. Bohaterowie nie spijają sobie z dzióbków, nie zasypują się frazesami o niegasnącym i wiecznym uczuciu. Lil i Coop to para, która wiele przeszła. Mężczyzna zranił Lil, a ona nie jest głupiutką gąską, której miękną kolana, gdy tylko ujrzy obiekt swych uczuć. Bohaterka nie jest również upartą babą, która unosi się honorem. Niezwykle podobał mi się fakt, że bohaterowie rozmawiają ze sobą, że analizują swe uczucia, i że pracują nad swoimi relacjami – żadnego banalnego, lukrowanego romansu i żadnych uproszczeń typu: spotkaliśmy się po latach i wszystko znów jest okej.

„Czarne Wzgórza” czytało mi się wspaniale. Polecam książkę miłośnikom autorki oraz czytelniczkom, które cenią sobie romantyczne opowieści nie przypominające słodkiego ciastka oblanego dodatkowo toną lukru.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Celebryci i śmierć

To już kolejny, bodaj 35-ty tom przygód detektyw Eve Dallas ( seria In Death), a moje pierwsze w życiu spotkanie z J. D. Robb, czyli typowo kryminalnym obliczem, znanej mi już oczywiście Nory Roberts.

 Główna bohaterka wraz ze swą współpracownicą- detektyw Delią Peabody odwiedza plan filmowy, gdzie kręcą film na podstawie książki Nadine Furst opartej na autentycznej sprawie kryminalnej prowadzonej kiedyś przez porucznik Dallas (plan Icove'ów - afera z klonowaniem ludzi). Poznaje tam swojego "sobowtóra", aktorkę Marlo Durn oraz niemiłą K. T. Harris wcielającą się w rolę jej partnerki. Wieczorem czeka Eve udział w przyjęciu w gronie twórców adaptacji, impreza ma mieć charakter towarzysko- promocyjny. Kobieta najchętniej wymigałaby się od tego wydarzenia, nie przepada bowiem za strojeniem się na "wielkie wyjścia". Mąż Roarke (wykreowany na ucieleśnienie ideału z mroczną przeszłością) dba o jej garderobę i i biżuterię, zapewniając nieziemską oprawę tej mocno stąpającej po ziemi policjantce.
Na przyjęciu ma miejsce przykry incydent - K. T. Harris zachowuje się skandalicznie, czyniąc wredne uwagi, także pod adresem Eve. Wkrótce aktorkę znajdują martwą na tarasie... Czyżby ktoś jej "pomógł" wpaść do basenu? Rusza śledztwo. Prowadzi je niezrównana porucznik Dallas wraz z Peabody.
Co ciekawe, sprawy zatoczą znacznie szerszy krąg, niż się mogło wydawać.

Rzecz dzieje się w przyszłości, ale o tym zorientowałam się dopiero wtedy, gdy jedna z przesłuchiwanych osób odnosiła się do lat 2030 -tych jak do dość dalekiej przeszłości. W trakcie lektury stopniowo dochodziły kolejne szczegóły futurystyczne: autokucharz, androidy, elektroniczne gadżety, supertechnologie materiałów (rewelacyjna kurtka Eve - skórzany przedmiot pożądania ;-) ) Wiele elementów było jednak całkiem zwyczajnych.Nie obliczałam, ale gdzieś znalazłam informację, że to 2060 rok. Taka wycieczka w przyszłość nawet mi nie przeszkadzała, w przeciwieństwie do paru innych rzeczy.
Po pierwsze, na początku długo nie mogłam się wciągnąć w fabułę, rozpraszały mnie epizody i scenki z życia prywatnego bohaterów. Potem już nawet ze sporym zaangażowaniem śledziłam przebieg wydarzeń i tok myślenia pani detektyw. Rozwiązania nie przewidziałam. 
Po drugie, drażniła mnie idealność Dallas, że to taka 'superwoman'  była, a także jej kreacja niby na "zimną sukę", bezwzględną i surową dla pracowników, twardą glinę, ale przy tym wspaniałą, wyszczekaną, uwielbianą.. Może źle odebrałam tę postać, może jeden tom jej perypetii to za mało, ale na tym etapie nie zaprzyjaźniłam się z nią.
Po trzecie, wulgarność. Może nie nagminna, ale raziła. Nie wydawała mi się uzasadniona.
Po czwarte, za dużo odniesień do przeszłości, w sensie do wcześniejszych wydarzeń, innych tomów. Oprócz sprawy Icovów,, na której podstawie niby powstała książka i film ( w świecie tego cyklu powieściowego), wspomniana jest enigmatycznie rodzinna tragedia Eve ( nie jestem pewna czy dobrze zrozumiałam aluzje), oraz napomknięto o  dawnych dziejach Roarke'a - wówczas przemytnika, dziś superbiznesmena. Takie  można odnieść  narzucane poczucie konieczności doczytania o tym wszystkim, sięgnięcia po poprzednie tomy, albo wymaganie ich znajomości.
Po piąte, jakoś za szybko potoczyło się poskładanie kryminalnej układanki, jak z procy wyskakiwały poszlaki, dowody, świadkowie.
Po szóste ( choć to właściwie nie zarzut, a uwaga), ofiara zbrodni skupiała w sobie tyle negatywnych cech, że czytelnikowi trudno czuć żal, że zginęła.
Podobało mi się średnio. Nie sądzę, bym sięgała po dalsze tomy opatrzone nazwiskiem J. D. Robb. Zdecydowanie wolę Norę w jej romansowo - sensacyjno-obyczajowej odsłonie niż w kryminalnej serii o przygodach detektyw Dallas.

piątek, 5 kwietnia 2013

Zapowiedź 3

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Autor: Nora Roberts
Tytuł oryginału: The Perfect Hope
Liczba stron: 384
Wydawca: Prószyński i S-ka
W sprzedaży od: 09.05.2013
Cena: 36.00 zł
 
Trzecia część bestsellerowego cyklu o braciach Montgomery.

Ze wszystkich braci Montgomery najtrudniej rozgryźć Rydera – twardy jak skała, opryskliwy i nietowarzyski, ale żadna kobieta nie może mu się oprzeć. Najwidoczniej z wyjątkiem Hope Beaumont, która jest menedżerką Hotelu Boonsboro. Dzięki doświadczeniu i niezawodnemu instynktowi Hope hotel funkcjonuje bez zarzutu, jednak jej wielkomiejska przeszłość przypomina o sobie serią zawstydzających wydarzeń…
Widok bezbronnej Hope budzi w Ryderze uczucia, które pozwalają mu zdać sobie sprawę, że chociaż może nie jest tak idealna, jak sądził, to jednak jest idealna dla niego…
 
Opis, a także zakupić można TUTAJ - klik

poniedziałek, 25 marca 2013

Nocny klub - zapowiedź.



Seria: Gwiazdy Romansu
Liczba stron: 256
ISBN: 9788323888314
W sprzedaży od: 19.04.2013

 
Jonah Blackhawk, właściciel modnego nocnego klubu w Denver, ma dług wdzięczności wobec komisarza policji, Boyda Fletchera. Zgadza się więc współpracować z komisarzem, który wykrył, że ofiarami włamywacza są bywalcy właśnie tego klubu. Nie spodziewa się jednak, że śledztwo będzie prowadziła atrakcyjna córka Boyda, Allison Fletcher...
 

wtorek, 19 marca 2013

Poszukiwania

W tym roku powróciłam do czytania mojej ulubionej autorki, a książką, którą wybrałam, były "Poszukiwania" - historia Fiony Bristow. Mieszka ona na spokojnej wyspie Orcas, prowadzi szkołę dla psów i działa w ekipie poszukiwawczo-ratowniczej. Wiedzie spokojne i ustabilizowane życie, ale skrywa w sobie dramatyczne przeżycia, których była uczestnikiem. Osiem lat wcześniej została porwana przez seryjnego zabójcę, ale tylko dzięki własnemu sprytowi, udało jej się uciec i uniknąć śmierci. Choć rzadko angażuje się uczuciowo, jej życie wywraca się do góry nogami, gdy poznaje lokalnego artystę, Simona Doyle'a i jego uroczego psa, Jawsa. Jednak przeszłość nie daje jej o sobie zapomnieć. Pewnego dnia Fiona dowiaduje się, że morderca znów zbiera swoje żniwo...

Cieszę się, że swój powrót do Nory Roberts zaczęłam od tej właśnie książki. Bo ta książka, to tak naprawdę kwintesencja tego, w czym Roberts jest najlepsza. Oczywiście nie pomijam jej romansów, bo te też świetnie pisze, ale mam wrażenie, że lubi łączyć romanse właśnie z wątkiem kryminalnym. Wiemy, że jako N. Roberts pisze romanse, natomiast jako J.D. Robb znana jest z kryminałów. I w książkach takich jak "Poszukiwania" łączy swoje dwie "miłości". Ja lubię te jej połączenia.

Książkę bardzo szybko się czyta. Autorka ciekawie opisała pracę Fiony z psami, a także zajęcia grupy poszukiwawczo-ratowniczej. Brałam kiedyś udział w ćwiczeniach takiej grupy i wiem, że autorka zrobiła dokładne rozeznanie w temacie. Nie miałam wrażenia, że dostaję tylko strzępki informacji, bo autorka naprawdę fajnie opisała "co i jak".

Sama historia jest bardzo złożona, a intryga dobrze zbudowana i dla mnie - osoby, która nie jest miłośniczką typowych, ostrych i brutalnych kryminałów, stanowiła dobrą rozrywkę. Najpierw zastanawiałam się kto? i dlaczego?, a później kiedy? i jak? Lektura bardzo mnie wciągnęła i spełniła moje oczekiwania.

Na koniec wspomnę o samych postaciach. Roberts umie budować postaci - to fakt. To osoby zwykłe, żadni tam superbohaterowie, o złożonej psychice, z problemami, ale też i otoczeni gronem ludzi, którzy w pewien sposób ich kształtują i na nich wpływają. Posiadają swoją historię - nie zadajemy sobie pytań kto to jest? po co akurat w tej chwili się pojawił? Każdy spełnia swoją rolę, pojawia się w konkretnych momentach i ma zadanie do wykonania.

Dzięki dobrze przemyślanej fabule, historia płynnie się toczy, a ja dzięki temu mogę polecić książkę.