poniedziałek, 18 lutego 2013

Z nakazu sądu

Wydane w Polsce w 1994 roku przez Silhouette opowiadanie Nory Roberts "Z nakazu sądu" (tytuł.oryg. "Falling for Rachel") należy do cyklu o Stanislaskich, rodzinie o ukraińskich korzeniach.
( Foto okładki- stąd)
Rachel, prawnik na państwowej posadzie, dostaje z urzędu sprawę dziewiętnastoletniego Nicka Le Beck złapanego podczas wynoszenia sprzętu elektronicznego ze sklepu. Pozostali sprawcy włamania - członkowie gangu Kobry - dali nogę. Chłopak nie po raz pierwszy wpada w tarapaty, ale pozostaje lojalny wobec kolegów, nie chce ich wsypać. Sędzia Beckett, dość ekscentryczna osóbka, ustanawia nad oskarżonym nadzór kuratorski. Przez dwa miesiące kuratelę nad młodocianym włamywaczem mają sprawować pani adwokat Stanislasky oraz Zack Muldoon, przyrodni (właściwie to nawet "przyszywany") brat Nicka, były marynarz, obecnie właściciel baru. Obojgu niezbyt odpowiada taka sytuacja, ale cóż....
Nie zamierzam streszczać fabuły, powiem tylko, że perypetii nie brakowało, iskrzyło i wirowało. Wątek romansowy oczywiście był, ale nie przesłaniał innych, a "intimate moments" były subtelne. Roberts nie skupiła się tylko na sprawach uczuciowych między bohaterami. Ciekawie przedstawiła wątek "resocjalizacyjny"; pokazała jak skomplikowane relacje rodzinne i trudne dzieciństwo wpływają na osobowość jednostki, jak istotna jest potrzeba przynależności do grupy społecznej (brak oparcia w rodzinie sprawił, że Nick szukał go w bandzie "uliczników", w gangu młodzieżowym); pokreśliła wartość i rolę rodziny (zjazd rodu Stanislasky, starania Zacka, dobry przykład/wzór dla Nicka). Nie zabrakło także braterskiej rywalizacji oraz poświęcenia dla bliskiej, ważnej osoby.
Sporo się działo zarówno w warstwie fabularnej, jak na płaszczyźnie emocjonalnej między bohaterami. W dialogach  - humor, docinki, cięte riposty - w książkach Nory nie ma słodkiego" tiu tiu tiu" i natchnionych sentencji. 
Barwne różnorodne postacie (wspomnę tu chociażby drugoplanowego kucharza Rio- sympatycznego wielkoluda z Jamajki), żywy język, nutka sensacji  (napad  i strzelanina w barze) i niepokoju ( gdy czytelnik drży o życie bohatera, nawet jeśli wie, że musi być happy end) to charakterystyczne elementy twórczości Nory Roberts, za które zresztą ją lubię.
"Z nakazu sądu" okazało się  książką, która bawi, wzrusza i wciąga po uszy. Stawiam jej wielki plus

1 komentarz:

  1. Uwielbiam tę książkę i w ogóle całą serię o rodzinie Stanislaskich :)

    OdpowiedzUsuń